Agnieszka jest naszą kursantką od roku, a już zrobiła niesamowite postępy.

Początkowo, musiała zmagać się z samą sobą, swoimi niedoskonałościami i trudnościami. Miała momenty radości i znudzenia, ale gdyby wtedy odpuściła, nie była by teraz w grupie średniozaawansowanej. Obecnie, Agnieszka cały czas się rozwija, próbuje nowych rzeczy, a co najważniejsze czuje, że jest z siebie zadowolona...

Będzie o spełnianiu marzeń, o konsekwencji, świadomości swojego ciała. Dowiecie się, co wspólnego z treningiem ma wstawanie na pierwszą godzinę na uczelni, a także czy warto chociaż raz odwołać trening...

Zachęcamy do przeczytania :)

 

n

 

Justyna: Chciałam Cię najpierw zapytać od jak dawna trenujesz? Czy od dziecka towarzyszyła Ci jakaś aktywność fizyczna?

Agnieszka: Zawsze byłam najsłabsza z w-fu i najgorzej  sobie radziłam. Z innych przedmiotów miałam 4 i 5, a z w-fu ledwo 4 i tylko dlatego, że nosiłam strój (śmiech). Jak rzucałam piłką lekarską, to nad siebie i nauczyciel musiał mnie ratować, żeby piłka nie spadła mi na głowę... Ogólnie byłam słaba, jednak mimo to, zawsze dążyłam do jakiejś aktywności fizycznej. W podstawówce tańczyłam w zespole. Tam też byłam najsłabsza, nawet chcieli mnie wyrzucić (śmiech). W gimnazjum poszłam na kurs tańca latynoamerykańskiego i uczęszczałam tam przez kilka miesięcy. Później, około 3 lat temu zapisałam się do Akademickiego Klubu Jeździeckiego, gdzie jazda konna była moją stałą aktywnością fizyczną. Dopiero w tamtym roku 7 stycznia przyszłam do Leili na pierwszy swój trening z pole dance i już tu zostałam.

J: A dlaczego właśnie pole dance?

- Jakieś 4 lata temu, zetknęłam się z tym, że jest coś takiego jak pole dance i bardzo chciałam spróbować. Zaczęłam szukać i zobaczyłam, że na facebooku powstała taka grupa jak  „Utwórzmy pole dance w Lublinie”. Postanowiłam tam dołączyć, ciągle ją obserwowałam i po około 3 miesiącach  powstał pierwszy klub z pole dance w Lublinie. Jednak niestety nie pasowały mi wieczorne godziny treningów, dlatego odpuściłam. Dopiero jakieś 3 lata później wróciło do mnie to niespełnione marzenie i tak trafiłam na swój pierwszy trening z pole dance.

 A: Czy w naszym klubie jest coś takiego, co wyróżnia nas od pozostałych?

- Ja odczuwam, że panuje u nas taka rodzinna atmosfera. Na zajęciach można wyrazić swoje sugestie. Jak powiem, że chciałabym poćwiczyć daną figurę to naprawdę zostaje to uwzględnione.  Drugą rzeczą jest to, że jest naprawdę duży wybór godzin pole dance.  Nie ma narzuconego odgórnie konkretnego terminu, tylko można dostosować sobie treningi do własnego planu dnia. Bardzo mi się to podoba.

J: Czy trenujesz coś obecnie oprócz pole dance?

A: Ostatnio, próbowałam swoich sił na kołach cyrkowych. To także było moim marzeniem. Miałam taki cel, żeby pójść na 3,4 treningi. Obecnie jednak kończę swoją przygodę z kołami, bo zaczęłam chodzić na Pole Exotic.  Bardzo mi się to podoba, dlatego namawiam wszystkich żeby robić jak najwięcej warsztatów tego typu (śmiech). Chcę się w tym kierunku rozwijać, bo czuję, że to jest właśnie to!

J: Jak ludzie w Twoim otoczeniu reagują na to jak mówisz, że trenujesz pole dance?

A: Moje najbliższe koleżanki znają mnie z tego, ze mam dużo różnych pomysłów. Ale jak mówię, co trenuję, to raczej są pozytywnie do tego nastawione. Choć są też i zaskoczone, bo jednak pole dance nie jest jeszcze aż tak obecny i znany wśród wszystkich. Często podziwiają, to co robię, bo widzą, ile w wykonanie pewnych figur trzeba włożyć wysiłku i rozciągnięcia. Pole dance nie kojarzy im się jakoś źle. Są zszokowane, że można w ogóle stać do góry nogami, wisieć, praktycznie w ogóle nie trzymać się rury. Namawiam swoje koleżanki, ale one raczej nie chciałyby próbować. Boją się, że mogą nie dać rady, że są za małe, za chude, za grube. Ale nie mają takiego powodu. Bo przecież u nas są  panie i starsze, i grubsze, a robią taakie rzeczy, których nawet ja nie potrafię!

Uważam, że kazdy może trenować, a waga czy wiek nie jest ograniczeniem. Może troche wolniej będzie się uczyła osoba która ma lat 47 niż ta która ma 7. Chociaż też nie zawsze. Ja przez pierwsze 3 zajęcia próbowałam tylko wejść na rurę. Inni wchodzili, schodzili, a ja nic! Jednak byłam uparcie przekonana, że uda mi się. I oczywiście w końcu się udało! Zawsze byłam słabo skoordynowana, więc wszystko wolniej mi szło. Na początku nawet nie potrafiłam powtórzyć za instruktorką ruchów, które widziałam w lustrze... (śmiech)

J: A co daje Ci trening?

A: Jędrne uda! ( śmiech). Bo ostatnio zauważyłam,  że "o kurde ale mam twarde nogi!"  A jeżeli chodzi jeszcze o jakieś typowo fizyczne aspekty, to na pewno właśnie ukształtowanie sylwetki.  Na początku był taki wielki skok, naprawdę duża różnica w moim ciele. Jak spojrzę na siebie przez ten cały rok to widzę ogromną różnicę. Wszystko razem z pole dance, bo chodziłam też na kettle i trampoliny, dało mi naprawdę super sylwetkę. Jestem zadowolona! Kiedyś myślałam, że to, że mam większe uda, to jest genetyczne, a okazało się, że nie, że z genetyką da się walczyć! U mnie efekty widać też po rękach. Kiedyś miałam takie chudziutkie, nie mogłam zrobić ani pompki, ani podciągnąć się. Teraz zrobię i jedno, i drugie.

A psychicznie? To już w ogóle! Na pewno zwiększyła mi się pewność siebie.  Poczucie swojego ciała, samoświadomość może coś takiego. To jest tak, że czujesz każdą część ciała i jesteś świadoma, co możesz z nią zrobić, w jaki sposób możesz ją wykorzystać. Jak mnie coś boli, to teraz już wiem dlaczego, co mnie ciągnie. Teraz całe ciało czuję. Wcześniej czegoś takiego nie miałam. Ciało to było ciało, dusza to była dusza, teraz wszystko razem. To jest całość.

Poza tym zawsze też można się pochwalić w towarzystwie, że coś się trenuję. Bo chodzę regularnie, mam tą systematyczność, muszę być uparta w dążeniu do celu. Obojętnie czy to jest pole dance, czy inny trening, ale takie zajęcia uczą systematyczności, takiej regularności, chęci działania. Bo jak mi się chce tutaj, to chce mi się wszędzie! I mimo tego, ze jade tutaj 30 min, autobusy mam co godzinę, czasami musze się zwolnić na uczelni albo musze prosić mojego brata, żeby mnie podwiózł, to i tak mi się chce i daję radę.

J: Czy miałaś chwile załamania, myślałaś po co ci to wszystko?

A: Załamania nie, ale znudzenia tak. Na początku oczywiście było super super,a później był taki moment w którym nagle przestałam widzieć efekty. Wszyscy szli do przodu a u mnie był przestój. Trwało to z 3 miesiące i było to bardzo demotywujące. Ale myślałam sobię, że nie mogę tak skończyć, że musze dalej, że może w końcu mi coś wyjdzie. I faktycznie. Potem był taki przełom. Po prostu tak jakby nagle te wszystkie umiejętności, które nabywałam i nie mogłam nabyć się pojawiły. Także to było dla mnie zaskoczeniem, ale dało mi to takiego dużego kopa.

 J: Co Ci daje motywację, że chcesz dalej trenować?

A: Ciężkie pytanie. Na pewno, jeżeli mam chwile załamania, bo jestem zmęczona  to motywację dają mi osoby, z którymi trenuję, bo piszą do mnie czy będę dzisiaj, itp. A taką ogóną motywacją jest taka chęć  do samego trenowania, chęć nie poddania się. Mam też swoje idolki i jak sobie obejrzę ich filmiki to chcę być taka jak one i to też daje mi kopa. Trzeba dążyć do swojego celu tak uparcie i nie można sobie odpuścić. Nawet raz! To jest tak jak ze wstawaniem rano na uczelnię, jak nie wstanę raz, to za tydzień też sobie odpuszczę, bo wiem że mi można. Nie wolno w ogóle sobie odpuszczać. Ani razu! Ja nigdy nie odwołałam zajęć, bo mi się nie chciało. Jeżeli odwołałam to musiał to być naprawdę ważny powód. Mój tato powtarza: „można, tylko trzeba chcieć” i ma rację. Najważniejsza jest właśnie ta konsekwencja, nie odpuszczanie sobie, systematyczność i spełnianie marzeń. Ja się kieruję tym, żeby spełniać swoje marzenia. Na samym początku samo pójście na pole dance było moim marzeniem. Teraz są to konkretne figury, konkretne umiejętności, konkretne triki...

J: Czyli można powiedzieć, ze masz takie cele?

A: Ja to nazywam marzeniami. Bo cele dla mnie to takie odhaczenie, coś co muszę zrobić, a marzenia to przyjemność.  Celem jest dla mnie np. zdobycie wykształcenia, a marzenia się spełnia dla przyjemności, po to żeby być bardziej szczęśliwym.  Także żyję marzeniami, ostatnio cały czas...